Tomasz Mróz | Objawienie | instalacja | 2007

 (w ramach projektu wystawienniczego Azja / Europa Mediations)

kurator: Sławomir Sobczak

ŚLADAMI  DEMIURGA.

„Przewrotna religijność”, to ostatni komentarz jaki usłyszałam na wystawie w galerii ON najnowszej pracy Tomasza Mroza, pod tytułem „Objawienie”.

Paradoksalnie religijność to jedynie narzędzie wytrych zbijające z tropu. Ponieważ kluczem do pozornie łopatologicznej wizji Mroza jest właśnie przewrotność. Przewrotność zakodowana w detalach.

Wymiar podstępnej rozgrywki praca uzyskuje na płaszczyźnie serii pytań totalnych, jakie funduje nam Mróz, na bazie instynktu i niedoskonałości czy raczej umownej bezczelności środków.

Artysta używając najprostszych skojarzeń inscenizuje maryjne objawienie. Z ciemności wyłania się punktowo oświetlona sylwetka obcego. Wizerunek silikonowego aliena bazuje wyraźnie na zbiorowym jego wyobrażeniu, tkwiącym w kulturze masowej, (pokraczne trójpalczaste kończyny, wąskie ramiona, zbyt duża głowa, ogromne czarne oczy). Wysłannik pozaziemskiej cywilizacji dzierży w dłoniach rzutnik, z którego sygnał szerokim strumieniem światła projektuje na przeciwległej ścianie wizerunek Matki Boskiej.

Madonna hipnotyzującą serią gestów, w skupieniu i powadze, zbliżając się do słowa wyraźnie komunikuje przekazanie wzajemnej miłości. Unosi się na ruchliwej, migoczącej chmurze, jednocześnie góruje nad otaczającą ją przestrzenią, odziana w klasycznie ujęte szaty, podobnie jak obcy mieści się w masowym jej wyobrażeniu.

Przedstawienie potęguje ogarniająca ciemność i podbite wiatrem transowe dźwięki w podkładzie. Mróz  topornym gestem zestawienia znosi wszelkie wątpliwości, a nawet metafizyczną subtelność.

Podstęp polega jednak na ujawnieniu po krótkim czasie brudnego spektrum przewrotnych konfrontacji.

Statyczny, wbity w podłogę, wręcz oszołomiony alien, kontra ruchliwa, aż nadto Madonna. Pozostające jedynie w sferze ludzkich dociekań przeciwstawne wizerunki we wzajemnym uwikłaniu. Ową relacje Mróz jednocześnie krępuje wyraźnym śladem swej kreacji. Obcy nosi znamiona cielesności samego artysty, wygenerowanego w tym kontekście jako przedstawiciela ludzkiego gatunku. Tak w sferze materii, jak i zestawienia.

Twórca w wiszących kablach od projektora, sterczącej aureoli oświetlającej skroń Madonny, czy nawet silikonowych paznokciach aliena pieczętuje dobitnie ślad swej obecności.

Banalna łopatologia konfrontacja jawi się na tym poziomie niczym walka trzech tytanów, gdzie rolę demiurga uzurpuje sobie człowiek.