Sławek Sobczak | Tsunami | multimedialna instalacja interaktywna | 2005

 

„I pokochali głosu dźwięk i chętny domysł o Dziewczynie,

I zgadywali kształty ust po tym, jak śpiew od żalu ginie…

 

Mówili o niej: „Łka, więc jest!” – I nic innego nie mówili,

I przeżegnali cały świat – i świat zadumał się w tej chwili…”[1]

 

Tsunami w języku japońskim oznacza portową falę. Podczas gdy przebywający na morzu rybacy nie dostrzegają wyraźnej zmiany poziomu wody, ta zaś, spiętrzona w monstrualnych rozmiarach, obraca ich port w perzynę. Z perspektywy plażowicza prolog do spektaklu śmierci zdaje się być zupełnie niewinną igraszką. Formujące się tsunami koncentruje energię poprzez zasysanie wody, w ten sposób powstaje dolina fali – ocean w szybkim tempie cofa się, pozostawiając przed zdumioną publicznością trzepoczące się gdzieniegdzie ryby. Po niespełna kilkunastu minutach na linii horyzontu pojawia się wyraźna, granatowa linia. Widowni przybywa – przyroda hipnotyzuje swym wdziękiem w sposób perwersyjny, ratio kurczy się i zamiera w biernym oczekiwaniu na śmiertelne ukąszenie. Lśniący grzbiet fali skrada się do brzegu w mozolnym tempie, ale gdy jest już odpowiednio blisko nagle załamuje się i z potężnym rykiem przebija się w głąb lądu, osiągając wysokość kilku pięter.

Charakteryzując estetyczne pojęcie wzniosłości, Immanuel Kant stwierdził, iż w obliczu zagłady człowiek na mocy rozumu jest w stanie przeżywać rozkosz[2]. W ostatecznym momencie uświadamia sobie swą wolność i godność, dystansuje się i oswaja lęk przed potęgą przyrody. Na pozór mamy do czynienia z twierdzeniem empirycznie nierozstrzygalnym. Hipoteza ta ma jednak szansę interesującej aktualizacji w refleksji nad zaprezentowaną przez Sławomira Sobczaka pracą. Obrazy przemocy stanowią współcześnie nieocenione źródło zysków dla potentatów medialnych – od amatorskich rejestracji trąb powietrznych, poprzez krwawe nagrania egzekucji zakładników, aż po tragedie największej skali, czyli atak na WTC, bądź właśnie tsunami w południowo-wschodniej Azji. Materiały te są zazwyczaj wielokrotnie powtarzane w serwisach informacyjnych lub masowo ściągane z internetu. Widz pragnie ujrzeć przemoc w jak najdrobniejszych szczegółach i z jak największej ilości perspektyw. Odbiór takich obrazów, łamiąc zdroworozsądkową więź z realnym, daje w zamian pierwotną satysfakcję, która realizuje się w bezpośrednim obcowaniu z polem znikającej, nieuchwytnej rzeczywistości.

Obraz wirtualny „wydziedzicza” nasze oko, przechwytuje nasze spojrzenie. Jego migotliwy blask, niczym erotyczny taniec Salome, infekuje zmysł wzroku i hipnotyzuje, podobnie jak zbliżające się tsunami. W tym wypadku jednak, rozkosz jest powtarzalna – wykonując minimum pracy możemy przeżyć ją jeszcze raz. W ten sposób rodzi się pragnienie. Polityka pragnienia ma charakter wykładniczy – trzeba nam coraz więcej, wrażenia muszą być coraz silniejsze. Tę popędową pułapkę znakomicie ilustruje zacytowany wiersz Leśmiana (warto wspomnieć, iż słynął on z przenikliwej znajomości teorii czasu Henri Bergsona, którą współcześnie zaadoptował również w swych rozważaniach Gilles Deleuze – jeden z najwybitniejszych teoretyków kina). Łkanie Dziewczyny okazuje się być uwięzioną, czystą falą dźwiękową. Pragnienie dotyku, zmysłowej unifikacji podmiotu lirycznego z tym fenomenem, rodzi, jak się ostatecznie okaże, śmiertelne pragnienie. Poznawcza, nacechowana erotycznie wola, w trakcie swej realizacji, wyzwala freudowskie destrudo – ojcowski popęd śmierci.

Instalacja Tsunami Sławomira Sobczaka to próba penetracji nieświadomego. W ciemnej, onirycznej przestrzeni naszą uwagę angażuje niewyraźny, rozmazany obraz. Pragnienie uzasadnienia, rozpoznania jego natury, odczytania komunikatu, skłania nas do bliższego kontaktu – zmysł wzroku okazuje się niewystarczający. W ten sposób angażujemy się w taktylny aspekt dzieła. Zbliżając się do fenomenu, zbliżamy doń nasz dotyk. Uruchamiamy mechanizm… Nadciągające niebezpieczeństwo tłumi nasz intelekt, uniemożliwia zdroworozsądkową ocenę sytuacji. Każdy zostaje zupełnie sam, reaguje instynktownie – komunikacja staje się niemożliwa. Wirtualna fala rzuca naszym ciałem o ceglany mur, który więzi odgłosy zagłady, tak jak w wierszu Leśmiana.

Istotą pracy Sobczaka jest zdarzenie mentalne, to właściwie jej jedyna materia. Interesuje go sytuacja, która choćby na moment uruchamia naszą nieświadomą naturę. Jednocześnie zaś, za sprawą swoistego katharsis, poddaje w wątpliwość nasze empiryczne przeświadczenia o prawdzie zagłady, zbudowane w oparciu o medialne przekazy i złudzenia reifikującego oka. Celem artysty nie jest jednak zbudowanie kolejnego symulakra, raczej nieuchwytny incydent, poruszenie, wewnętrzny wstrząs rodem z antycznego teatru. Odbiera nam kulturowy grunt poznawczy, aby uświadomić potęgę przyrody. Czy w jej obliczu odczujemy kantowską rozkosz – kombinację wolnej woli i godności istoty ludzkiej? Warto spróbować…

 

Tomasz Gęstwicki

[1] Bolesław Leśmian „Dziewczyna” z tomu: „Ballady”

[2] Kant nie wiązał rozkoszy z przyjemnością, nie należy jej interpretować w kontekście seksualnym.