POZNAŃ ART NOW | wystawa zbiorowa | 2004

artyści: Marcin Berdyszak / Jan Berdyszak / Sławomir Brzoska / Adam Garnek Izabella Gustowska / Jerzy Hejnowicz / Joanna Hoffmann / Jacek Jagielski / Mirosław Kaczmarek / Piotr C. Kowalski & Joanna Janiak / Leszek Knaflewski / Maciej Kurak / Piotr Kurka / Agata Michowska / Andrzej Pepłoński / Konrad Smoleński / Krzysztof Sołowiej / Zbigniew Taszycki /Anna Tyczyńska / Marek Wasilewski / Tomasz Wendland / Bergamot (Raman Tratsiuk, Volga Maslovskaya) / Wunderteam (Wojciech Duda, Rafał Jakubowicz, Paweł Kaszczyński, Maciej Kurak)

koncepcja: Tomasz Wendland, Sławek Sobczak,

kurator: Sławek Sobczak,

współpraca organizacyjna: Aurelia Mandziuk (galeria Patio), Tomasz Wendland (IF Museum Inner Spaces),

wystawa towarzysząca Łódź Biennale

miejsce:  WSHE w Łodzi

A co na to borsuk? Poznań Art Now na Biennale w Łodzi

Miasto Łódź, nawiązując do tradycji wystaw Konstrukcja w procesie, zorganizowało Międzynarodowe Biennale Sztuki Współczesnej. Podobnie, jak w przypadku Targów Sztuki Art Poznań trudno było sobie wcześniej wyobrazić, że ideę tak wielkiej imprezy, jak międzynarodowe biennale uda się zrealizować w polskim kontekście. Ale i tym razem idea doczekała się realizacji. Biennale podzielono na trzy części, stopniując od globalności do lokalności. Główna była część międzynarodowa, potem część krajowa oraz towarzyszące: część łódzka i część poznańska. Dlaczego właśnie poznańska? A dlaczego nie? Szkoda, że inne miasta nie pokusiły się o podobne prezentacje. Poznań Art Now, czy Art Poznań Now? Art Poznań to przecież poznańskie targi sztuki. Podążając za logiką tak okrojonego słownika: następne będzie mocne Poznań Now (bo Art Now już też znamy). 

Prezentacja zaczyna się mięsnie i odrzucająco, by przez rozładowanie kpiną dojść do łagodności i humoru. Na wejściu wystawa wita nas mocnym uderzeniem – rozwieszone przez Tomasza Wendlanda płaty mięsa drapane elektrycznymi maszynkami do golenia są brutalną prowokacją. Dalej przechodzimy do pomieszczenia z wielkoformatowymi fotografiami Mirka Kaczmarka, 120/80, 2004. Przezroczyste rurki, którymi tłoczona jest krew zakończenia mają umieszczone w różnych otworach ciała, jedna z nich ma swoje źródło w pustym oczodole. Sterylne fotografie mimo drastyczności przyciągają wzrok. To prowokacyjna gra z tym czy widz, by zaspokoić chorobliwą ciekawość przezwycięży swoją wrażliwość.

Do kolejnej w tym roku żenującej afery piętnującej sztukę współczesną nawiązał Marek Wasilewski. W wideo C­­huligan odniósł się do kolejnego żałosnego wydarzenia, które miało miejsce miesiąc wcześniej w białostockiej galerii Arsenał. Doszło tam do zniszczenia prac poznańskiego studenta przez pewnego posła, który o sztuce wie przede wszystkim to, jaka powinna ona być. Wasilewski posłużył się found footage, wykorzystał jedynie telewizyjną relację z wydarzenia poprzez zręczny montaż uwypuklając ignoranctwo posła. Białostocka afera doczeka się, miejmy nadzieję, rozwiązania w sądzie, bo sposób reakcji Wasilewskiego w swojej dosadności może pozostać tylko artystycznym odreagowaniem. Mimo, iż Wasilewski „mówi” dosłownie językiem posła, nie będzie przez niego zrozumiany, bo nie mieści się w jego grze językowej.

Wielkoskalową projekcją opasującą świetlną linią cztery ściany wypełniła jedną z sal Izabela Gustowska. Communication on line, 2004 w wąskiej szparze przedstawia długi rząd roztańczonych w rytmie portugalskiego fado kobiet. Taneczna linia wiedzie od małych dziewczynek do kobiet dojrzałych – rozpierane energią tancerki przekazują w swoich ruchach poezję. Ta instalacja to jedna z wielu prac składających się na realizowany przez Gustowską od 2001 roku cykl Life is a story.

Wonderteam omela (w nowym składzie: Wojciech Duda, Rafał Jakubowicz, Paweł Kaszczyński i Maciej Kurak) subtelnie rozśmieszali. Joseph Beuys w 1965 roku metaforycznie pytał „Jak wytłumaczyć obrazy martwemu królikowi?” obnosząc po galerii martwego królika (który w mitologii germańskiej symbolizuje lotną myśl) – Wonderteam pokazuje sztukę gęsi, karpiowi, borsukowi, lisowi i gołębiowi – ujmuje tym całą poznańską wystawę w ramę. Osiemnaście wypchanych zwierzątek ukrytych było na całym obszarze wystawy. To anty-zoo, w którym zwierzęta są niemymi obserwatorami na wzór kamer przemysłowych. Widok wypchanego gołębia umieszczonego u powały kiczowatego holu Wyższej Szkoły Humanistyczno – Ekonomicznej, która gościła u siebie wystawę, był zaskakujący, ale i w pewnym sensie estetycznie wpisujący się w konwencję miejsca i zdający się być przedłużeniem zamysłu projektanta wnętrza.   Widzem wideo Leszka Knaflewskiego jest karp. Wonderteamowe zwierzaki tylko stoją grzecznie z boku i patrzą, są cierpliwymi obserwatorami otoczenia i sztuki. Do udanej ironii Wonderteam dodaje autoironię – gęś obserwuje wideo, na którym członkowie grupy tańczą układ z jeziora łabędziego („Bez tytułu”, 2004), a do wideo „Cosa cè”, 2003 (czyli: „co to jest” –tematem wideo jest rzeźba Igora Mitoraja ustawiona w czasie jego wystawy na poznańskim Starym Rynku) przydreptał borsuk zostawiając nawet ślady małych łapek na betonowej podłodze.

Osią poznańskiej wystawy był pasaż wyznaczony przez stare, pofabryczne budynki mieszczące sale wystawowe. Akcentami wyznaczającymi rytm pasażu były szerokie czarno-białe pasy. Nie była to bynajmniej kryptoreklama pewnej popularnej perfumerii, ani Daniel Buren, którego znakiem rozpoznawczym są takie pasy – biało-czarne prostokąty przypisane są bowiem fladze międzywojennego miasta Poznania, co przypomniał w tej formie Zbigniew Taszycki. Praca Agaty Michowskiej ukryta jest za ciężką zasłoną chroniącą zaciemnione pomieszczenie. W sali wypełnionej dźwiękami chorałów gregoriańskich, na  przeciwległą do wejścia, zwieńczoną łukiem ścianę rzucona jest projekcja czerwieni, czyli wideo Pure Gothic Style, na którym zmięta, czerwona, atłasowa tkanina obraca się wokół swojej osi. Niczym róża, która kręci się w tempie śpiewów, tkanina pierze się zmoczona kroplami łez. Przejmująca muzyka sugeruje oczyszczanie kardynalskiej czerwieni. Anna Tyczyńska ułożyła szereg równo złożonych w kostkę białych prześcieradeł z małymi otworami obwiedzionymi delikatnym haftem. Kocha, lubi, szanuje, nie chce, nie dba, żartuje, w myśli w mowie, w sercu, na ślubnym kobiercu…, 2003/2004. Tematem jest noc poślubna, a świadomość opresyjności niewinnie wyglądających prześcieradeł, które stają się symbolem lęku, bólu, wstydu własnego ciała działa wstrząsająco. Tyczyńska sięgnęła do legendarnej tradycji tak obcej teraz naszym czasom, jakby powstałej na innej planecie. Joanna Hoffmann w swojej instalacji wideo Poza linią powiek. Podróż kontynuuje motyw linii – w poprzedniej pracy linii kardiogramu jako horyzontu, tutaj linii jako drogi, podróży , ale też linii jako następstwa po sobie kolejnych dźwięków. U Hoffmann są to dźwięki szczególne, gdyż pochodzące z ludzkiego ciała, wygenerowane na bazie impulsów elektrycznych wytwarzanych przez nasz mózg w postaci fal mózgowych alfa.

U końca pasażu oznaczonego, oflagowanego przez Taszyckiego stanął stary, rozpadający się barak. Sklecony z odrapanej dykty, połamanych desek okazał się też częścią wystawy. Otwieramy zatem liche drzwi, a w środku zastajemy przytulnie urządzony pokoik. Fotele, stoliczek z serwetą, dywanik, makatki i wazoniki na półkach, tak jakby lokator na chwilę wyszedł po program telewizyjny. Tę grę wnętrza i zewnętrza prowadzi z widzem znany z podobnych działań Maciej Kurak. Kurak nadaje przestrzeni podwójną tożsamość, kontynuuje swoją opowieść o tym, że nowoczesny świat jest światem pozorów, a zewnętrze nie jest reprezentacją tego, co schowane w środku. „Wszystko stało się pozorem” twierdził Gilles Deleuze. Na dwudziestu dziewięciu artystów/grupy artystyczne biorące udział  w wystawie aż dziewięć prac to wideo, malarstwa prawie nie ma – a właściwie zaistniało, choć tylko pozornie. Jedyny malarski akcent to obraz Piotra C. Kowalskiego, ale i tego obrazu (notabene pejzażu morskiego) nie można zobaczyć, bo jest on udostępniony tylko w formie elektronicznej jako wideo autorstwa Joanny Janiak, na którym zarejestrowany został sam proces malowania. Wideo prezentowane jest poza obszarem wystawy w sklepie ze sprzętem audio-wideo na ulicy, oczywiście, Piotrkowskiej.

Inicjatorami wystawy są poznańskie galerie ON i If Museum Inner Spaces, a kuratorem Sławek Sobczak. Zapowiadanej pracy Sobczaka nie można niestety zobaczyć, bo poświęcił swoją energię i czas pozostałym artystom, co trzeba z żalem docenić. Kuszące słówko „now” w tytule wystawy poznańskiej zaszkodziło tym artystom, którzy zaprezentowali to samo, co nawet nie „yesterday”, ale „the day before yesterday”. Większość była jednak na szczęście jak najbardziej ”nowaday”. A co na to borsuk?

Justyna Kowalska