Historia

35 lat doświadczania sztuki. Przestrzeń i ludzie – możliwość eksperymentu

Justyna Ryczek

Gdy chcemy przedstawić historię instytucji, możemy to zrobić na kilka sposobów. Gdy przywołujemy historię galerii, możemy wymienić nazwiska prezentowanych tam artystów i artystek, możemy zrobić dokładne kalendarium wystaw – oba odnajdziemy w publikacji. Możemy również zwrócić uwagę na osoby odpowiedzialne za działanie instytucji i starać się wyróżnić jakieś charakterystyczne cechy konkretnego miejsca. Można również trochę osobiście przywołać ważne dla nas wydarzenia. To wszystko będą różnorodne, chociaż splatające się opowieści, które w pewien sposób nakreślą wielowątkową działalność galerii, szczególnie tak aktywnie działającej jak Galeria ON, istniejąca nieprzerwanie od 1977 do 2011 roku.

Jednym ze sposobów, może najprostszym, jest skrócona wersja najważniejszych wydarzeń. Może to wyglądać tak:

„W lutym 1977 roku została otwarta pierwsza wystawa w Galerii «Olgierda Nowaka», pełną działalność natomiast rozpoczęła galeria, już w skróconej nazwie ON w 1978 roku. Galeria ON działała w swojej strychowej siedzibie przez ponad trzydzieści lat, realizując wystawy i wydarzenia artystyczne, spotkania z artystami, koncerty, konferencje, pokazy filmów i performance. Od początku galeria miała charakter autorski i prowadzona była przez artystów, chociaż Lech Dymarski, który jako pierwszy prowadził galerię w 1977 roku, nie był artystą, Krystyna Piotrowska – 1978–83, Izabella Gustowska – 1979–94 (przy współpracy z Andrzejem Pepłońskim), od 1991 roku współpracuje, a od 1994 roku kieruje programem galerii Sławek Sobczak (od 1998 – 2001 przy współpracy z Hubertem Czerepokiem). Od roku 2003 galeria zmienia swój status z galerii autorskiej na kuratorską. Podstawowe grono kuratorów programu galerii obok Sławka Sobczaka stanowią: Joanna Hoffmann, Agata Michowska i Anna Tyczyńska, współpracuje Marek Wasilewski, od 2008 roku prowadzenie galerii przejął Krzysztof Łukomski i Agata Rogoś, jako duet OBSCURATORS, którzy przekazali galerię interdyscyplinarnej grupie studentów z poznańskich Uczelni (ASP, historia sztuki, antropologia i etnologia UAM). W tym okresie programem galerii zajmowali się: Magdalena Komborska (UAP), Krzysztof Łukomski, Jacek Zwierzyński & Natalia Pichłacz, koło naukowe studentów antropologii UAM, organizatorzy studia muzycznego i studia on, Joanna Tekla Woźniak oraz Kuba Woynarowski.

Od roku 2001 przez kilka lat kształt programowy galerii dopełniały cykliczne pokazy galerii Start, prowadzonej przez Konrada Smoleńskiego i Sebastiana Grzesiaka.

Na początku miejsce to było galerią grafiki, szybko jednak rozszerzyło swoje spektrum zainteresowań na inne aktualnie istniejące na świecie dyscypliny artystyczne po nowe media włącznie. Pierwszy etap działania poznańskiej Galerii ON kończy się wystawą Drobne narracje (1994) zainicjowaną przez Izabellę Gustowską z okazji 15-lecia istnienia «instytucji». Aktywną działalność Galerii widać w projektach: Olgierd Nowak XX lat później (cyklicznie odbywający się w latach 1998–2000 w kilkunastu współpracujących galeriach w Polsce i w Niemczech), cykl wystaw Pracownia od 1994, w których Galeria ON gościła interesujących młodych twórców z artystycznych pracowni, festiwal sztuki performance Odpryski (1998), projekt Poświaty (2001), forum polskich galerii Miejsca idei – idee miejsca_06, wystawy: Wobec Poznania (2002), ONe-ONi czy projekt Coma w Galerii Sektor i w GCK w Katowicach. Ważnym wydarzeniem dla Galerii ON był udział w międzynarodowych targach sztuki «Berliner Kunstsalon» (2005, 2006). Galeria ON brała również udział w targach sztuki «Art Poznań» 2005. W 2012 roku już po zamknięciu przestrzeni galeryjnej odbyła się ostatnia wystawa Galerii ON.

Galeria ON funkcjonowała w strukturze Akademii Sztuk Pięknych (obecnie UAP), ale pozostawała autonomicznym bytem, który wytyczał indywidualne ścieżki wśród polskich galerii. Prowadziła aktywną i regularną działalność w oparciu o dwa równolegle realizowane nurty. Pierwszy to promocja młodych artystów o wyraźnie zarysowanych osobowościach twórczych, drugi to prezentacja artystów o uznanej już pozycji w sztuce. W ostatnich latach działalności to próba stworzenia miejsca jeszcze bardziej otwartego na wszechstronne zainteresowania widzów, w którym przybyli do galerii goście będą chcieli przebywać nie tylko w czasie wernisażu, ale też poza instytucjonalnie wyznaczonymi godzinami otwarcia wystaw. Galeria działała jako platforma wymiany zdań i analogii.

Galeria ON to nie tylko przestrzeń wystawiennicza. Galeria ON to także, a może przede wszystkim ludzie – artyści, krytycy i uczestnicy wydarzeń”.

Powyższy opis historycznej działalności Galerii ON wymienia ważne wątki, jednocześnie zostawia wiele niedopowiedzeń, które chociaż w części będę chciała uzupełnić, zwracając uwagę na przestrzeń, kuratorów i ich osobiste wypowiedzi oraz wybrane wystawy, jakie odbywały się w Galerii, kreując jej niepowtarzalny charakter.

Strych na Zamku – miejsce wymagające, ale i inspirujące

Brian O’Doherty w klasycznej już pozycji pisanej w latach siedemdziesiątych dotyczącej zmieniającej się przestrzeni galeryjnej krótko scharakteryzował dobrą modernistyczną przestrzeń galeryjną – słynny white cube – biały sześcian. Pisał: „Galeria jest konstruowana według praw równie rygorystycznych jak dotyczące budowy średniowiecznego kościoła. Świat zewnętrzny nie powinien mieć tu wstępu, więc okna zazwyczaj są zasłonięte. Ściany pomalowane są na biało. Sufit staje się źródłem światła. Drewniana podłoga jest polakierowana, więc twoje kroki stukają klinicznie, lub też pokryta dywanem tak, że stawiasz je bezdźwięcznie, pozwalając nogom spoczywać, kiedy oczy patrzą na ścianę. Sztuka może, jak mówi powiedzenie, «mieć swoje własne życie». Dyskretne biurko może być tu jedynym meblem. W tym kontekście stojąca popielniczka staje się nieomal świętym obiektem, podobnie jak hydrant w nowoczesnym muzeum nie wygląda jak hydrant, ale jak estetyczna zagadka. Modernistyczna transformacja percepcji – od życia do wartości formalnych – jest spełniona. Jest to, oczywiście jedna z nieuleczalnych chorób modernizmu”.

W Galerii ON właściwie nic się nie zgadzało, może poza jednym – brakiem okien wychodzących na zewnętrzny świat, tam po prostu prawie nie było okien, małe zaraz przy wejściu, dwa w pierwszym pomieszczeniu, które nie dawały za dużo światła, a pozostałe były przysłonięte ściankami. Galeria mieściła się na strychu Centrum Kultury Zamek, czyli w dawnym zamku cesarskim, a dokładniej w starych budynkach stajni. Wchodziło się wąskimi, lekko skrzypiącymi i trochę niestabilnymi schodami, dalej dwa pomieszczenia: jedno z widocznym odkrytym stropem, z wielkimi dostojnymi belkami, drugie lekko klaustrofobiczne – długie i niskie, nad nim bowiem mieściła się jeszcze antresola. (Zajrzyj do tekstu Justyny Kowalskiej, w którym przywołuje ona swoje dziecięce wspomnienia, zwracając uwagę na perspektywę wzroku małego dziecka).

Po kilku schodach przechodziło się do pomieszczeń służbowych – biura i niby magazynu. Wcześniejsze miejsce dla wtajemniczonych, tych dopuszczonych do nieformalnych rozmów, spotkań powernisażowych, butelek niewypitego podczas wernisaży wina, w ostatnich latach pod wodzą młodego teamu kuratorskiego zostało odremontowane i udostępnione dla wszystkich i stanowiło ważny obszar wspólnych działań.

Ta trudna i nieprzyjazna dla sztuki przestrzeń okazywała się bardzo często czynnikiem zapalnym realizacji. Do Galerii ON nie można było po prostu przenieść wystawy z innego miejsca, właściwie każda realizacja musiała powstawać tutaj. Artystki i artyści musieli brać pod uwagę skosy, belki, kiszkowate kształty i „niewieszalne” ściany. Ale paradoksalnie takie niewystawiennicze miejsce sprzyjało tworzeniu sztuki, wyzwalało energię. Trudności przestrzenne wymuszały charakterystyczne formalne rozwiązania; przeszkadzając, pomagały w stworzeniu prezentacji obejmującej widza wieloaspektowo. „Strychowe wnętrze ON jest tak specyficzne, że samo – przez lata – stało się obiektem wielu działań artystycznych i być może to właśnie ono jest niejako «głównym bohaterem» galerii. Wszystko, co tu się dzieje, może wydawać się nieco inne, bo galeria uobecnia właśnie to, co nieobecne gdzie indziej”.

Marek Wasilewski, związany przez długi czas z Galerią ON zarówno jako artysta, jak i krytyk, w krótkim wspomnieniu tak podsumował jej eksperymentalne wnętrze: „Moja znajomość z Galerią ON rozpoczęła się prawdopodobnie w roku 1987 lub 1988 na początku studiów na PWSSP w Poznaniu. Na drugim roku wybrałem pracownię rysunku profesor Izabelli Gustowskiej i wtedy oglądanie wystaw w galerii było już oczywistą częścią uczestnictwa w życiu pracowni. To było niezwykłe miejsce, nie tylko ze względu na pokazywaną tam sztukę i ludzi, których można było tam spotkać. Strych nad cesarskimi stajniami na tyłach poznańskiego zamku wydawał się w ogóle nie nadawać na galerię sztuki. Całkowicie odbiegał od idei białego pudełka. Wszędzie skosy, brak naturalnego światła, antresola, która zdecydowanie przecinała przestrzeń i dominowała nad nią wizualnie, stara zniszczona drewniana podłoga. Nadmiar rozpraszających drobnych szczegółów. Jednocześnie miejsce z magią, tajemnicą i historią. Może właśnie dlatego, że miejsce to było tak dziwne, nadawało się doskonale do pokazywania sztuki, która na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych była istotna. Sztuka mediów, instalacja, prace powstające na miejscu i dla tego specyficznego miejsca odnajdywały się tam najlepiej. Najgorzej wyglądały prace przyniesione z zewnątrz i powieszone w poprawny «galeryjny» sposób”.

Strych galeryjny stał się laboratorium działań artystycznych, pozwalającym na niekonwencjonalne rozwiązania, swoiste poszukiwania niemożliwe w tradycyjnych, czystych wnętrzach innych galerii. Czasami pełnił również funkcję pracowni – Wasilewski tworzył tam swoje pierwsze ogromnych rozmiarów rysunki, ale przede wszystkim wcześniej Andrzej Pepłoński przez kilka lat miał tam swoją pracownię, za którą „odpłacał” się pilnowaniem wystaw. Ze strychu korzystały także różne grupy muzyczne i teatralne, w tym Teatr Ósmego Dnia.

Wystawy – różnorodność, dotykanie aktualności

Przeglądając archiwum działalności Galerii ON, dostrzegamy kilka wiodących tendencji. Przez cały czas starano się pokazywać to, co najbardziej współczesne w sztuce, zatem program Galerii nieustannie się zmieniał. Ważny był indywidualny wybór poszczególnych osób, często determinowany ich własnymi zainteresowaniami. Dlatego początkowo przeważały wystawy zogniskowane wokół poszukiwań graficznych (zajrzyj do tekstów Grzegorza Dziamskiego i Justyny Kowalskiej). Później nastąpiło otwarcie się na sztukę medialną, instalacje (warto zajrzeć do tekstów Justyny Kowalskiej i Łukasza Guzka) aż po ostatni okres, w którym punktem centralnym stały się interdyscyplinarne spotkania i projekty. Zmiany programowe stanowiły naturalny proces, nie były sztucznie obraną strategią, wraz ze zmieniającym się zespołem kuratorskim przeobrażał się program, ale pomimo tego możemy mówić o jego spójności. ON-owe aktywności to zwykle eksperyment, wykorzystywanie niekonwencjonalnych rozwiązań przestrzennych i zaangażowana postawa. Zaangażowanie zawsze było po stronie prowadzących. ON nie tylko robił wystawy, ale także współorganizował spotkania galerii autorskich z Polski (Idea miejsca, miejsce idei), czynnie uczestniczył w pionierskim projekcie targów sztuki w 2004 roku, a w 2005 odpowiadał na nich za pokaz galerii niekomercyjnych, współwydawał publikacje poświęcone sztuce Poznania (Sztuka video. Poznań Art Now, 2004), organizował festiwale performance (Odpryski, 1998; Na zimno i na gorąco, 2000), dokumentował swoją działalność w rocznikach – katalogach wydawanych od 1994 do 2007 roku.

Oczywiście trzon działalności Galerii stanowiły jednak wystawy: tematyczne, problemowe, zbiorowe i indywidualne. Tych ostatnich było zdecydowanie więcej. Lista artystów jest imponująca, dobrze oddaje to ich alfabetyczny spis. Znajdują się na nim czołowe nazwiska ze sztuki polskiej i bardzo wiele interesujących i ważnych nazwisk spoza Polski: Marcel Duchamp, Douglas Davis, Bill Viola, Paul Panhuysen.

Ciekawymi prezentacjami były pokazy poszczególnych pracowni zarówno z poznańskiej, jak i innych uczelni, z Gdańska, Krakowa, Warszawy, Łodzi, Torunia, czy uczelni zagranicznych z Austrii czy Wielkiej Brytanii.

Ważne były wystawy zbiorowe organizowane cyklicznie, takie jak Obecność (1987, 1988, 1992) i wchodząca z nią w dialog czy stanowiąca swoiste dopełnienia poprzez zaprzeczenie Sztuka nieobecna (1992, 1993). Pierwszy cykl pokazywał uznanych, dojrzałych artystów, drugi prezentował bardzo młodych twórców, czasami jeszcze studiujących, często nieobecnych właśnie w szerszym obiegu sztuki. Wystawy stanowiły pole zmierzenia się z własnym kształtem wypowiedzi, wpisaniem się w kontekst, wejściem w dialog z innymi artystami. Warto podkreślić, że jej poszczególne odsłony miały miejsce także w innych poznańskich galeriach, co świadczy o dobrej współpracy pomiędzy nimi.

Spośród wielu wystaw zbiorowych zdecydowanie wyróżnić należy Sztukę kobiet w 1980 roku, istotny głos w kwestii gender sztuki, feminizmu, jak i późniejsze Obecność I z 1987 roku i Obecność III z 1992 roku; szczególnie ta ostatnia miała bardzo rozbudowany charakter, z towarzyszącym sympozjum była obrazem feministycznej sztuki polskiej. (Zajrzyj do tekstu Łukasza Guzka, który podkreślając pionierskie działanie, robi klamrę do czasów współczesnych). Izabella Gustowska również akcentuje powyższe działania, szczególnie wystawę z 1980 roku, która wzmocniła jej współpracę z Krystyną Piotrowską: „Nie wiem dokładnie, Krystyna też nie pamięta, kiedy zdecydowałyśmy się na współpracę. Niewątpliwie połączyła nas na zawsze Sztuka Kobiet (listopad 1980). To ważny moment, obie wiedziałyśmy, że w sztuce kobiet dzieją się rzeczy ciekawe, ale często traktowane marginalnie, więc to był taki pokoleniowy i solidarny akcent naszej współpracy, także do dzisiaj toczącej się przyjaźni z wieloma artystkami w Polsce i za granicą. Tak mogłabym powiedzieć, że tego właśnie chciałam i że pamiętam siebie z tamtego okresu jako aktywną i szczęśliwą kobietę – artystkę, może też feministkę (chociaż z dystansem)”.

Galeria ON lubiła świętować swoje poszczególne jubileusze, robiła to w najlepszy możliwy sposób – przygotowywała specjalne wystawy pokazywane poza stałą siedzibą, w innych galeriach w Poznaniu i w Polsce. Drobne narracje w 1994 roku odbyły się w poznańskim BWA (Grzegorz Dziamski, który był współkuratorem wystawy, przywołuje kilkakrotnie jej doświadczenie w swoim tekście); ONe-ONi w 2003 roku odwiedziły kilka miast w Polsce. Odbyły się także wystawy zagraniczne w Berlinie i Izraelu.

Pokazy pod szyldem Galerii ON towarzyszyły ważnym wydarzeniom w Polsce, przy okazji Łódź Biennale w 2004 roku pokazano wystawę Poznań Art Now, entuzjastycznie opisywaną między innymi w „Art in Amerika”, w 2006 roku przy kolejnej edycji Biennale odbyła się prezentacja Come into my world. Polska sztuka wideo. Również poznańskie Mediations Biennale ma związki z Galerią ON – pomysłodawca Tomasz Wendland przez pewien moment był nieformalnie związany z Galerią, założone przez niego CSW Inner Spaces Multimedia, później IF Museum stale z nią współpracowało, a pierwsza wystawa, która poprzedzała i zapowiadała Mediations Biennale – Asia-Europe Mediations w 2007 roku, powstała przy współpracy Tomka Wendlanda i Sławka Sobczaka, wtedy kuratora Galerii ON. O ważnym miejscu Galerii ON w ogólnopolskim obiegu sztuki świadczy zaproszenie jej w 1995 roku przez Angelikę Stepken (niezależną badaczkę sztuki) do wystawy Unter einem Dach: Polnische Galerien zu Gast im Podewil, na której w berlińskim Podewilu prezentowane było dziesięć najważniejszych miejsc sztuki w Polsce (nie tylko autorskich), w tym ON.

Największą ilościowo wystawą była zorganizowana w 2000 roku przez Sławka Sobczaka jednodniowa prezentacja KOLEKCJA, czyli relikwiarz. Pontus Hultén, znany szwedzki kurator w rozmowie z Hansem Ulrichem Obristem podkreślał rolę kolekcji, twierdził, że muzeum nie może istnieć bez kolekcji, że to ona pozwala instytucji przetrwać różne kryzysy, na przykład zwolnienie dyrektora. Galeria ON nigdy nie chciała stać się muzeum, pomimo że zbierała swoje charakterystyczne zbiory. „Galeria ON przez 23 lata swojej działalności zgromadziła sporą i specyficzną kolekcję «obiektów sztuki». Określić można ją mianem kolekcji fragmentów. Są to przede wszystkim elementy instalacji i obiektów prezentowanych w przestrzeniach Galerii ON. Swoisty śmietnik uświęconych wcześniej mianem sztuki przedmiotów, a obecnie zbiór zdegradowanych odpadków. Szacunek do dzieła sztuki nakazuje jednak pełną dbałość o przechowywanie tych przedmiotów. Co jakiś czas przedmioty te przenosi się z miejsca na miejsce, szukając dla nich tego najlepszego. Czyści się je, pakuje, by za jakiś czas ponownie z mniej lub bardziej niejasnych przyczyn powtórzyć tę czynność. Zdarza się jednak, że coś ulega uszkodzeniu. Wtedy jakaś absurdalna siła nakazuje nam uszkodzenia te naprawiać (o ile jest to możliwe). Są też chwile wzruszających pożegnań z «obiektami sztuki», kiedy to na skutek jakiegoś błędu lub po prostu mijającego czasu ulegają one absolutnej destrukcji, a co za tym idzie – degradacji.

Sami artyści także często zapominają o swoich płodach, nierzadko zaraz po zakończeniu ich ekspozycji. Wtedy wędrują one z przestrzeni wystawowej do przestrzeni magazynowej, przyczyniając się do powiększenia swoistej kolekcji, i czekają tam w uświęceniu na…?

Są w galerii także takie artystyczne przedmioty, które z różnych przyczyn nie ujrzały nigdy światła dziennego. Należą do nich na przykład prace nieudane lub nieskończone”.

Fragmenty realizacji ponad siedemdziesięciu artystów na jeden dzień stały się pełnoprawnymi obiektami sztuki, by następnie „podzielić los innych powszechnych odpadków”. Możemy zapytać o dzieło sztuki jako obiekt, o materialność i konteksty, które decydują, że dany fragment rzeczywistości stanie się zwykłą rzeczą, czy też obiektem sztuki. Ale Kolekcja przede wszystkim pokazała, co było największą wartością poznańskiej placówki. Niczym bohater powieści Susan Sontag Miłośnik wulkanów sporządza listę swych drogocennych zbiorów. Przepisuje ją na nowo, uzupełnia. Lista to kolekcja, dlatego najważniejszą kolekcję Galerii ON stanowi lista artystów z nią związanych i kryjąca się za tymi nazwiskami współpraca, a często nawet przyjaźnie. Taka sieć wspólnotowych relacji obejmowała nie tylko artystów; jedna z wystaw pokazała, jak ważne związki występują pomiędzy artystami a osobami wspierającymi technicznie ich twórczość. Jednocześnie Machiny (2002) Karola Ciechanowskiego pozwalały ponownie zadać pytanie o przedmiot – dzieło sztuki i jego autora/autorkę. Z technicznego wsparcia Ciechanowskiego korzystali chyba wszyscy artyści i artystki poznańskiej Uczelni, używający w twórczości techniki lub mediów, a na wystawie mogliśmy zobaczyć właśnie techniczne części ich realizacji, przeróżne urządzenia wymyślone przez niego. Ale co ważniejsze z dzisiejszej perspektywy, wystawa stanowiła zapowiedź wielu współczesnych praktyk artystycznych. Jak zauważyła Joanna Hoffmann-Dietrich, rozważając, czym dzisiaj mogłaby być Galeria ON, która „zawsze szła z «duchem czasów» i, gdyby nadal istniała, na pewno przeszłaby swoistą metamorfozę, włączając się w najnowsze trendy współczesnej kultury. Nietrudno wyobrazić sobie, że przy sprzyjających warunkach środowiskowych i finansowych przekształciłaby się w kreatywne centrum łączące UAP ze środowiskiem zewnętrznym. W jego ramach funkcjonowałby artystyczny FabLab, dający artystom dostęp do różnych technologii oraz wspierający proces twórczej kreacji poprzez warsztaty, dzielenie się wiedzą i doświadczeniem. Zapewne w ramach Galerii powstałaby artystyczna grupa złożona z kreatywnych ludzi o różnych umiejętnościach i predyspozycjach realizująca wspólne projekty. W dzisiejszych czasach artyści coraz bardziej zdają sobie sprawę z tego, że aby tworzyć wartościowe i ambitne dzieła, muszą zrezygnować z dotychczasowego modelu protagonisty, który w swoim studio zmaga się samotnie z własnymi koncepcjami i warsztatem. Rzeczywistość Big Data i rozwijające się technologie są po prostu zbyt skomplikowane, aby jedna osoba mogła sobie z nimi poradzić”.

Galeria zostaje zamknięta w 2011 roku, historia wystaw w 2012 roku. W dawnej Synagodze, która już wtedy miała zostać sprzedana na cele komercyjne, a do dzisiaj stoi opuszczona i zamknięta, odbyła się prezentacja specjalnie przygotowanych „autorskich dedykacji” twórców związanych z Galerią, symbolicznie zatytułowana Still on. Ta nostalgiczna symbolika w 2012 roku mogła jeszcze budzić nadzieję, że obie instytucje odrodzą się w nowych ciekawych odsłonach. Dziś wiadomo, że Galerii ON nie będzie w przestrzeni Poznania, ale nie znaczy to, że znikła z jego mapy. Pamięć o niej tkwi pośród wielu uczestników życia artystycznego, którzy i które swego czasu stanowili wierną publiczność zamkowego strychu. Ta publikacja jest tego przykładem, będąc jak ostatnia wystawa nie laurką ku czci. Ale „Ów hommage nie ma jednak służyć samozadowoleniu współautorów Galerii ON, a raczej wszystkim reprezentantom młodego pokolenia artystów i odbiorców ich działań, którzy tworzą dziś w zupełnie innych okolicznościach, a jednak w podobnym duchu – nieskrępowani zewnętrznymi wymaganiami rynku lub ironicznie doń nawiązującymi. Niech moc będzie z wami!”.

W całym okresie trwania Galerii odbyło się ponad 500 wystaw.

Sztafeta pokoleń

Gdy zajmujemy się sztuką, wiemy, że to nie przestrzeń, nie super wystawy są najważniejszym elementem gry. Sama przestrzeń może jedynie pomóc, a za wystawami zawsze stoją ludzie. Zatem gdy opisujemy historię ON-u, nie można pominąć najważniejszego ogniwa – osób prowadzących Galerię. Przez 35 lat zawsze byli to artyści (oprócz pierwszego roku oraz w ostatnim okresie wzmocnieni teoretykami), dlatego we wszystkich tekstach pojawia się określenie „Artist Run Space”. Łukasz Guzek w swoim tekście zastępuje „Space” pojęciem „Initiatives”, które podkreśla aktywność, nie tylko kontekst samego miejsca. Z Galerią ON jako jej organizatorzy związani byli: Lech Dymarski, Krystyna Piotrowska, Izabella Gustowska, Sławek Sobczak, Joanna Hoffmann, Agata Michowska, Anna Tyczyńska, Hubert Czerepok, Konrad Smoleński, Krzysztof Łukomski i Agata Rogoś (z szerszym zespołem). Tylko pierwszy i ostatnia nie są artystami, reszta to czynni do dzisiaj artyści. Każdy/każda z nich ma swój bogaty biogram artystyczny. Poszukują własnych rozwiązań i kształtują własne wypowiedzi twórcze. Obok działalności artystycznej poświęcali swój czas, a przede wszystkim energię, by dać możliwość innym twórcom na zaprezentowanie efektów ich pracy, a nam wszystkim – uczestnikom wydarzeń, umożliwić ich doświadczanie.

Galeria ON to swoista sztafeta pokoleń – program kształtowały zawsze osoby młode, które po kilku latach przekazywały pałeczkę młodszym następcom. Wszyscy niezależni w swoich poszukiwaniach artystycznych i kuratorskich powodowali, że Galeria ON była galerią niezależną, niezależną programowo, ale także niezależną finansowo, nie było bowiem jednego źródła finansowania, które pośrednio czy też bezpośrednio wpływało na jej działanie. (Zajrzyj do tekstu Łukasza Guzka, który skrótowo przywołuje różne typy galerii istniejących w Polsce w tamtym czasie). Od początku Galeria była związana z Uniwersytetem Artystycznym (wcześniej PWSSP oraz ASP), ale nie było tu relacji podległości. W środowisku poznańskim sztuka zawsze rozwijała się i rozwija w powiązaniu z Uczelnią. Zatem osoby prowadzące Galerię były związane z Uczelnią jako jej absolwenci, a w większości przypadków także jej wykładowcy i wykładowczynie. Galeria pozyskiwała również fundusze z Urzędu Miasta, co dodatkowo zapewniało jej niezależność. W czasach przed grantami, bez określonych projektów urzędnicy przychylnie spoglądali na działalność ON-u; może fundusze nie były zbyt duże, ale w miarę regularne i bezproblemowo rozliczane.

Dlaczego artystki i artyści decydowali się prowadzić galerię? Motywacje były bardzo różne, nigdy jednak nie kryła się za tym chęć zarabiania, praca w ON-ie bowiem nikomu nie przynosiła żadnej finansowej gratyfikacji.

Krystyna Piotrowska tak uzasadnia swoją decyzję: „Kiedy zaproponowano mi prowadzenie galerii, byłam tuż po skończeniu studiów PWSSP w Poznaniu i po indywidualnej wystawie właśnie w Galerii ON. Wcześniej prowadził ją Lech Dymarski, który na sztuce się nie znał zupełnie, więc byłam na jego tle kandydatką profesjonalną i kompetentną. Lubiłam wyzwania i organizowanie wystaw, mając tylu przyjaciół artystów, nie wydawało mi się trudne”. Po roku samodzielnego „panowania” Piotrowska zaproponowała współpracę Izabelli Gustowskiej, która następnie przez lata do pracy w Galerii wprowadzała wiele młodych osób, dla których, jak i dla niej, Galeria stałą się bardzo ważnym miejscem. Dlaczego sama podjęła taką decyzję?

„Dlaczego???

Może dlatego, że potrzebowaliśmy swojego miejsca, może dlatego, że byliśmy w grupie i czuliśmy swoją siłę…? Ja chciałam po prostu być bliżej sztuki i ludzi, którzy ją robili.

Czuliśmy głód kontaktów.

Pamiętaj, że listy szły długo, telefony nie wszyscy mieli.

Spotkania w Galerii ON i często potem u Krystyny i Grzegorza Gaudena (w wieżowcu lub pracowni Krystyny na osiedlu Wichrowe Wzgórze) były po prostu niekończącymi się rozprawami o sztuce i próbami wybicia się na niezależność, i oczywiście fantastycznymi dowcipnymi kolacjami przy bigosie i winie. Brylowali jak zawsze Grzegorz G. i Wojtek M.

Nie wiem dokładnie, Krystyna też nie pamięta, kiedy zdecydowałyśmy się na współpracę.

Niewątpliwie połączyła nas na zawsze Sztuka Kobiet (listopad 1980). […] Potem był stan wojenny, aresztowanie Grzegorza, Krysia została z małą Martą i nic już nie było takie wolne.

Tak myślę, że od wystawy Andrzeja Pepłońskiego w 1983 to już była trochę więcej moja działalność, ale ciągle też wspólna z Krysią. Krystyna wyjechała z Polski latem 1984, ja miałam coraz więcej kontaktów z artystami (także z racji aktywnej pracy w PWSSP) i wtedy uznałam, że Galeria ON jest ważna nie tylko dla środowiska poznańskich artystów, ale także dla rozwoju kontaktów w Polsce i poza krajem. Galeria stała się też moim miejscem, taką trochę pracownią, trochę klubem przyjaciół, może nawet trochę domem.

Poza tym ja to po prostu lubiłam, mimo że to czasami była trudna i żmudna praca, np. związana z montażami wystaw. Na szczęście miałam zawsze wspaniałych kolegów wokół: Andrzeja Pepłońskiego, Sławka Sobczaka, byłych studentów Marka Jakuszewskiego, Marka Wasilewskiego i aktywnego krytyka Grzegorza Dziamskiego.

Do Galerii przychodziło dużo ludzi, było aktywnie i twórczo; gdybym nie miała Galerii ON, zamknęłabym się bardziej w pracowni, nie poznałabym tylu wspaniałych artystów i nie miałabym tylu znajomych i przyjaciół. Z perspektywy czasu uważam to za największą wartość i sumę znaczących momentów w skali mojego życia”.

Wpływ Gustowskiej na późniejszą działalność ON-u był bardzo duży, to dzięki niej przejście pomiędzy studiowaniem na uczelni a pracą w galerii odbywało się w sposób płynny, a rozpoczynało się jeszcze na studiach, jak w przypadku Sławka Sobczaka. „Wydawało to mi się zupełnie naturalną koleją rzeczy. Było to miejsce, z którym oswajałem się od początku studiów na PWSSP. Od drugiego roku (do dyplomu) studiowałem w pracowni Izy Gustowskiej i działalność ON-u była jednym z pól naszych pracownianych działań, doświadczeń i zbierania intuicji twórczych. Trzeba dodać, iż galeria w tym czasie należała do nieformalnej grupy kilkunastu tego typu miejsc w Poznaniu, z galeriami Akumulatory 2 i Wielką na czele. Ale właśnie w programie ON-u odnajdywałem najwięcej inspiracji dla siebie. […] Po zakończeniu studiów zostałem asystentem w pracowni prowadzonej przez Izę Gustowską i coraz częściej w galerii bywałem już nie tylko jako gość, ale także jej współpracownik, pomagając m.in. w montażach wystaw, wysyłaniu zaproszeń czy rozwieszaniu plakatów. Obserwowałem pilnie pracę Izy, którą dziś można by z powodzeniem nazwać kuratorską (choć wtedy ta terminologia jeszcze nie obowiązywała) i się uczyłem, w tym także na jej i swoich niekiedy bolesnych błędach. To naprawdę była doskonała szkoła. W roku 1990 Iza zaproponowała mi pierwszą wystawę indywidualną w ON-ie. Z czasem zacząłem ja proponować Izie swoje pomysły na wystawy, które ona w większości akceptowała. W roku 1992 zorganizowałem (wspólnie z Małgorzatą Czaińską) ogólnopolski festiwal artystyczny Sztuka Nieobecna, który z jednej strony wzorował się na Obecności, a z drugiej zrywał z powagą i otwierał się na innego typu eksperyment, mający swój rodowód w żywiole młodości. Od tego czasu Obecność (materialność) miała w programie galerii kontrpropozycję w Nieobecności (efemeryczności), aż do roku 1994, tj. wystawy Drobne narracje (Galeria BWA Arsenał) z okazji 15-lecia Galerii, po której Iza ostatecznie przekazała mi pałeczkę. Jednak nie zamierzałem rezygnować z tradycji galerii i nadal oprócz coraz młodszych artystów zapraszałem do udziału w programie wielkie osobowości twórcze, takie jak choćby Jan Berdyszak. Wydawało mi się to najlepszą drogą do promocji i swojego rodzaju nobilitacji młodej sztuki, co z perspektywy czasu uważam za bardzo dobry pomysł.

Niekiedy bywałem zmęczony prowadzeniem galerii z wszystkim, co to niesie (od tworzenia programu, przez logistykę, budowlankę, po rachunkowość) i wtedy z pomocą przychodzili przyjaciele/przyjaciółki (m.in. Hubert Czerepok, Joanna Hoffmann, Agata Michowska, Anna Tyczyńska) i moja żona, choć jest osobą z innej twórczej branży”.

Galeria ON bardzo mocno wpisywała się w życie studentów, była miejscem pierwszych ważnych doświadczeń, a czasami także miejscem debiutów artystycznych. Kształtowała więzi towarzyskie i wzmacniała przyjaźnie, które wpływały na decyzję o współpracy. „W czasach kiedy studiowałam oraz tuż po moich studiach Galeria ON była bardzo ważnym miejscem na mapie galeryjnej Poznania – mówi Anna Tyczyńska. – Była miejscem, w którym się «bywało»; chodziło na wystawy, spotkania… Wyróżnieniem było zostać zaproszonym przez prowadzącą wówczas ON prof. Gustowską do przygotowania wystawy (zresztą mam wrażenie, że w tamtych czasach udział w wystawach przez studentów i młodych artystów nie miał miejsca na taką skalę jak to ma miejsce dzisiaj… a więc zaproszenie do zrobienia wystawy było naprawdę zaszczytem ;-)). A ja takie zaproszenie dostałam, będąc na V roku studiów… I poczułam się niezwykle wyróżniona i doceniona… Po raz pierwszy wówczas (był to rok 1990) zmierzyłam się z wnętrzem i przestrzenią ON-u. Potem przyszły kolejne zaproszenia i kolejne realizacje. ON stał się więc moją galerią, z którą się identyfikowałam i która była moim miejscem, tzn. galerią, z którą się utożsamiałam w sensie artystycznym oraz – w pewien sposób – która mnie reprezentowała. Ale to jeszcze nie wpłynęło na moją decyzję o prowadzeniu ON-u; w zasadzie to nawet nie ja taką decyzję podjęłam… Nie pamiętam, od którego roku prowadzenie galerii przejął Sławek Sobczak, ale na pewno w tym okresie przyjaźniliśmy się już bardzo. Braliśmy udział we wspólnych projektach, warsztatach, wystawach, spotykaliśmy się na stopie towarzyskiej… Ale wtedy chyba nawet nie marzyłam, by być kuratorką… albo… marzyłam, ale wydawało mi się to takie nieosiągalne… Po jednym z naszych wyjazdów namawiałam Sławka na zorganizowanie wystawy poznanemu podczas warsztatów artyście, a Sławek zdziwiony zapytał, dlaczego w takim razie nie wykuratoruję tej wystawy… Tak więc, w taki oto miękki sposób, przeszłam od pozycji artystki związanej z galerią do bycia kuratorką i wciągnięta zostałam w myślenie o galerii: programie, planach, dyskusji o tym, jakie to miejsce powinno być. Dopiero później podjęta została już bardziej formalna współpraca, można powiedzieć w «kolektywie» kuratorskim, w skład którego weszli: Sławek Sobczak, Agata Michowska, Joanna Hoffmann oraz ja”.

Podobne doświadczenie przywołuje Joanna Hoffmann: „Z galerią ON związałam się podczas studiów w Poznańskiej Akademii Sztuk Pięknych. Dla młodych, poszukujących artystów Galeria ON tworzyła naturalne środowisko. Była nie tylko galerią promującą nową, eksperymentalną sztukę, ale także swoistym laboratorium, w którym sztuka ta mogła powstawać i dalej się rozwijać. Galeria ON pełniła rolę jednego z głównych węzłów bardzo dynamicznej wówczas sieci galerii i miejsc autorskich, prowadzonych często przez artystów, alternatywnej do państwowych instytucji BWA i muzeów. Sieć ta, zasilana energią młodego pokolenia, działała na zasadzie naczyń połączonych, w których rodziły się i przez które przepływały nowe artystyczne idee i trendy.[…] Galeria ON miała jednocześnie demokratyczny charakter: wspierała raczej niż oceniała, darzyła zaufaniem artystów, a nie dokonywała arbitralnych selekcji. Stąd artyści, którzy brali czynny udział w życiu Galerii, mieli poczucie nie tylko przynależności do szerszej kreatywnej społeczności, ale także tworzenia szczególnej wspólnej wartości. Dlatego kiedy nadszedł moment, gdy ze względu na nadmiar obowiązków rodzinnych i zawodowych Sławek potrzebował organizacyjnego wsparcia, w zupełnie naturalny sposób znalazłam się w grupie osób prowadzących galerię obok Sławka, Ani Tyczyńskiej i Agaty Michowskiej”.

Powyższe wypowiedzi dopełnia jeszcze i wzmacnia towarzyską motywacją Agata Michowska: „Aktywność Galerii ON przypadała na czas, kiedy sztuka splatała się z życiem towarzyskim w sposób wyjątkowo intensywny, dlatego pewne decyzje wynikające z czystej przyjaźni przekładały się na poczucie odpowiedzialności za Galerię. Tworzyliśmy wraz z Anną Tyczyńską i Joanną Hoffmann «zespół», który w trudnym dla Galerii momencie przejął na siebie liczne obowiązki związane z jej funkcjonowaniem. Żadna z nas nie miała jednak wątpliwości, że spiritus movens, kontynuującym ideę miejsca zapoczątkowaną wiele lat wcześniej przez Izę Gustowską i Andrzeja Pepłońskiego, a jednocześnie ostatnią osobą rozumiejącą jego ducha był Sławek Sobczak”.

Zupełnie inaczej uzasadnił swoją decyzję o współprowadzeniu Galerii Hubert Czerepok: „Chyba dlatego, że chciałem, by ON przestał być galerią, która robi zbyt dużo wystaw, i żeby pokazywał także artystów, którzy niekoniecznie wpisywali się w estetykę poznańską”.

Również z pobudek programowych i artystycznych zdecydował się przyjąć zaproszenie i prowadzić Galerię Krzysztof Łukomski, jak się okazało w ostatnich kilku latach. „Zostałem do tego zaproszony przez Sławka Sobczaka, z którym dzieliłem i dzielę pasję dla sztuki współczesnej i jej «nierozumienia». Pod koniec 2007 roku wróciłem z dalekiej rezydencji i wielomiesięcznej podróży twórczej po Stanach Zjednoczonych i Kanadzie, podczas której poznałem wspaniałych promotorów sztuki i zobaczyłem, że można inaczej, niż dotychczas mi się wydawało, zajmować się jej promocją i propagowaniem pewnych idei. Zaledwie dwa lata wcześniej ukończyłem specjalność «krytyka artystyczna i promocja sztuki» na Wydziale Edukacji Artystycznej ASP w Poznaniu, z równoległym zakończeniem studiów w drugim zakresie, na Intermediach. Wydawało mi się, że jestem gotowy w niewielkim miejscu, w niewielkiej skali, wprowadzić w życie to, czego nauczyłem się podczas kilku lat studiowania i podróży, międzynarodowych wizyt studyjnych, przyjaźni z artystami. Krótko mówiąc, zakochany w pewnych utopiach, teologii «glokalności» i wraz ze wspaniałym zespołem współpracowników, postanowiłem je sprawdzić w praktyce”. Łukomski zaprosił do współpracy Agatę Rogoś (OBSCURATORS), a następnie kilkoro młodych osób.

W przywoływanych wypowiedziach zwraca uwagę pojawiająca się refleksja dotycząca własnej roli i pytań o formę kuratorstwa, czym ono jest. Jeżeli nawet bowiem nie funkcjonowało jeszcze to określenie, wszyscy w pewien sposób odgrywali jego rolę. Kim jest kurator? Co takiego należy do jego obowiązków? Jaką rolę gra wobec artysty? Hans Ulrich Obrist przywołał różne funkcje kuratora: „Herald Szeemann kiedyś wymienił wszystkie funkcje Ausstellugsmachera i lista była bardzo długa. Jest to administrator, amator, autor wstępu, bibliotekarz, księgowy i menadżer, animator, konserwator, finansista i dyplomata. Tę listę można poszerzyć jeszcze o bycie strażnikiem, kierowcą, mediatorem i badaczem”. Patrząc na grupę osób związanych z Galerią ON, można znaleźć potwierdzenie powyższych słów w ich rozbudowanej i wszechstronnej działalności.

Ale może jeszcze lepiej oddają ich postawę inne słowa wielkiego szwajcarskiego kuratora: „Cóż, kurator musi być przede wszystkim elastyczny. Czasem jest służącym, czasem asystentem; czasem podrzuca pomysły, jak pokazywać prace. Przy wystawach grupowych jest koordynatorem, przy tematycznych – wynalazcą. Ale w kuratorstwie najważniejszy jest entuzjazm i miłość – i odrobina obsesji”.

Tych cech nigdy nie brakowało kolejnym osobom prowadzącym Galerię ON.

 

Pozostała nie tylko historia…

To tam miało miejsce wiele debiutów, zarówno artystycznych, jak i kuratorskich. Jedna z osób ostatniego zespołu, Magdalena Komborska-Swacha wspomina: „Galeria ON to miejsce, gdzie rozpoczęłam swoją kuratorską drogę, pracowałam tam od 2009 r. przez kolejne trzy lata aż do 2011 r., czyli do momentu zamknięcia galerii. Był to okres programu wywodzącego się z manifestu o tytule New history, so what the world needs now? W ON powstał team kuratorski, utworzony przez zespół młodych kuratorów i artystów zarazem. Praca w otwartej grupie młodych antycypujących działaczy dawała możliwość realizacji własnych kuratorskich zamierzeń, konfrontacji, wzajemnej obserwacji, wymiany doświadczeń pomiędzy kuratorami i artystami. To było bardzo cenne, ciekawe i nowatorskie doświadczenie. W galerii, z tak ogromnym zapleczem historycznym i z wieloma bardzo reprezentatywnymi osobowościami twórczymi, każdy z młodych kuratorów mógł odnaleźć swojego «przewodnika», nie zapominając i o swoich koncepcjach wystawienniczych. Ponadto czuliśmy się tam jak w domu, mogliśmy spędzać razem wolny czas, zapraszać znajomych, gości, napić się kawy, posłuchać lub włączyć się w próby muzyków, poczytać, porozmawiać. Mam wrażenie, że takich żywych, otwartych miejsc brakuje”.

Otwartość i podążanie za tym, co aktualne, wyróżniało Galerię ON. Zawsze było tam miejsce na eksperyment, współpracę i współdziałanie. Tę atmosferę wytwarzali prowadzący. „Fenomen ON-u to przede wszystkim osoby, które od początku tworzyły to miejsce: Iza Gustowska, Andrzej Pepłoński, Sławek Sobczak. Wspaniali ludzie, wybitni pedagodzy i artyści, którzy odczuwali ogromną potrzebę wyjścia poza świat własnej sztuki i kreowania przestrzeni dla innych. To wielka ciekawość pracy innych i poczucie wspólnoty pokoleniowej, które nie wykluczało młodych, wschodzących artystów. Wiele osób, w tym ja, zawdzięcza swój start właśnie Galerii ON” – mówi Agata Michowska.

Możliwość współpracy, bliskie relacje i zdobywanie doświadczeń były wykorzystywane przez wiele młodych osób, wymienić tu można choćby Agnieszkę Okrzeję, Marikę Zamojską czy Ewę Dominiak. Dwie ostatnie założyły nawet w 2007 roku galerię Starter, która po kilku latach z Poznaniu przeniosła się do Warszawy, gdzie z powodzeniem rozwija swoją działalność (już bez Dominiak).

Innym efektem oddziaływania Galerii ON była promocja artystów w internecie. Przy Galerii powołano ośrodek dokumentacji i promocji sztuki współczesnej, którego celem było wprowadzenie jak najwięcej artystów poznańskich i miejsc sztuki w obieg internetowy, co w tamtych czasach było zadaniem prekursorskim. Za pomocą platformy free.art.pl, finansowanej przez Fundację Batorego, udało się utworzyć 24 strony internetowe dokumentujące twórczość poszczególnych artystów związanych przede wszystkim z Galerią ON, a także strony innych poznańskich miejsc sztuki, na przykład galerii AT. Swoistą kontynuacją tych działań i jednocześnie znacznym poszerzeniem jest platforma Polish Art Tomorrow (PAT), nawiązująca do tradycji Żywej Galerii – tworzenia od ponad 30 lat niezależnego obiegu sztuki w Polsce (zajrzyj do tekstu Łukasza Guzka). PAT – wspólna inicjatywa Sławomira Sobczaka i Tomasza Wendlanda, to projekt, który zbierając artystów w jednym miejscu, stara się kreślić obiektywny obraz sztuki polskiej, będąc równocześnie źródłem wiedzy, bazą kontaktów i promocją twórców. Obecnie baza zawiera ponad 200 nazwisk osób, które debiutowały po 2000 roku. Za całość projektu odpowiada Sławek Sobczak.

Czym byłaby Galeria ON dzisiaj, gdyby istniała? Niektórzy mówią, że nie byłoby jej albo nie ma sensu o to pytać. Takie krytyczne stanowisko przy jednoczesnym wskazaniu ważności istnienia podobnych miejsc reprezentuje Izabella Gustowska: „W dzisiejszych czasach galerie tamtego czasu, w tym także ON, nie miałyby racji bytu. Chyba że uczelnie miałyby rangę światową, w tym także środki na utrzymanie ambitnych, niezależnych miejsc sprzyjających sztuce i kulturze. Takie galerie i fundacje, a nawet muzea istnieją w wielu ośrodkach akademickich na świecie i stanowią istotny punkt w rankingach uczelni. Poza tym praca w galerii dzisiaj to profesjonalne poważne zajęcie na cały dzień, a nawet więcej. Artysta musi realizować swoje projekty , galerzyści mają swoją zawodową pracę. Tylko w państwie wolnym i demokratycznym szanującym kulturę i sztukę, a także dostrzegającym wartość miejsc niezależnych i twórczych może powstać boom na takie czy inne miejscówki.

Ale jedno jest pewne – nie można wchodzić dwa razy do tej samej rzeki”. Jednak pytanie o dzisiaj nieistniejącej Galerii to nie chęć reaktywacji tego miejsca, tylko pytanie o współczesne potrzeby i wizję dzisiejszego obiegu galeryjnego, które pojawia się również w tekście Łukasza Guzka. Anna Tyczyńska zastanawiała się wielokrotnie: „Czy taka galeria nadal mogłaby istnieć…? Myślę, że tak. Galeria Entropia we Wrocławiu doskonale funkcjonuje, Wschodnia też. I oczywiście galeria AT. Nadal w świecie obecny jest ruch galerii niezależnych, czy też prowadzonych przez artystów (run by artists), galerii autorskich; doskonale w tym kręgu funkcjonuje np. poznańska galeria Raczej. Okazuje się, że nawet w czasach rynkowych, dobrych prywatnych galerii nadal jest miejsce na takie galerie jak ON – zresztą w ostatnich latach nastąpiło pewne ożywienie na scenie galeryjnej w Poznaniu; niezależne galerie powstają w lokalach udostępnionych przez miasto i jest ich całkiem sporo: R20, Łęctwo, FWD, Skala, 9/10 i wiele innych… Powstały też nowe galerie związane z Uczelnią… Poznań trochę się rozrósł, a przede wszystkim zmienił, zmieniło się też środowisko, które dziś nie jest już tak ściśle związane i jednoznacznie kojarzone z Uczelnią. Nie ma więc dziś już jednej publiczności, która chodzi do wszystkich tych miejsc, ale każda z tych przestrzeni ma własnych odbiorców i przyjaciół. Zastanawiałam się: czy wejście na drogę komercyjną byłoby rozwiązaniem dla ON-u? Stereo, Starter, Pies przeszły taką drogę. Jedno jest pewne, zmiana generacyjna była nieunikniona… Lecz prywatnie, dla mnie… to wielka szkoda, że ON-u już nie ma… bo wbrew temu, co piszę, choć galerii przybywa, nie jest tak łatwo znaleźć dla siebie przestrzeń, swoje miejsce, arenę debat i dyskusji…”.

Sławek Sobczak widzi to trochę inaczej. „Galeria ze swoim potencjałem nie mogła już by być tym samym, co kiedyś, nawet w znaczeniu wczoraj. Miała ona bowiem zawsze zakodowany imperatyw do szukania, do eksperymentowania. Może by w ogóle nie funkcjonowała realnie, a może eksperymentem byłby powrót do istoty koegzystencji podmiotów sztuki. Może mówiąc przewrotnie, jej obecność uchroniłaby nas przed wszędobylską nieobecnością? A może nieobecność wygenerowałaby nowe idee formy obecności?

Jedno jest pewne: decyzja Rektora Marcina Berdyszaka z 2011 roku (pozbawiająca galerię swojej siedziby) przyczyniła się do stawiania tego typu ambiwalentnych pytań. Ale czy galeria musi mieć miejsce? Może wystarczy pamięć miejsca i znaki czasu?

Dla mnie galeria ON jest i pozostanie jedynym w swoim rodzaju pojęciem [podkreślenie – JR]”.

A podsumowuje to wszystko Łukomski, który zamykał 35 lat działalności ON-u. „Z pewnością współprowadzenie programu Galerii ON było, nie tylko dla mnie, ale i całego zespołu fenomenalnych młodych twórców kultury, przedmilenialsów ( 😉 ) czymś w rodzaju niezwykłego eksperymentu. Jak poradzić sobie z wizją sztuki, która nie musi być ograniczana do PDFa porfolio, wtłaczana w pewne mechanizmy nachalnej, korporacyjnej promocji wystaw, z jednej strony, czy mitologizowania i przeintelektualizowania jej obrazu z drugiej (na przykład przez jej opisywanie pewnym metajęzykiem zrozumiałym tylko dla nielicznych); w której tworzenie jest raczej współdzieleniem wiedzy, «dobrej roboty», pasji, ale i spotkaniem człowieka z człowiekiem, po prostu, bez podkreślania podziału na «twórców» i «odbiorców»? Wiele z tych doświadczeń na pewno nas zbudowało i pozwoliło dalej zajmować się tym, nad czym współcześnie pracujemy w swoich własnych praktykach zawodowych, czy to artystycznych, kuratorskich, czy edukacyjnych.

Galeria ON stworzyła przez ponad trzydzieści lat nie tylko program wystaw, rezydencji i spotkań, ale przyniosła też określone relacje ludzi ją współtworzących i przyjaźnie, które przekraczają tylko sentymentalne podejście do jej historii. Wiele związanych z nią osób utrzymuje do teraz bliskie związki, a w swojej pracy z pewnością odwołują się do zdobytego dzięki niej doświadczenia”.

Gdyby przeprowadzić rozbudowaną diagnozę aktualnego układu współrzędnych świata sztuki, okaże się, że ważne w nim miejsce mają na nowo inicjatywy tworzone „oddolnie”. Może w Polsce jest to jeszcze słabo widoczne, ale gdyby stworzyć taki utopijny model alternatywnego świata sztuki, zaprojektować pokój rozmów o jego wielowarstwowości i tam, na wielkiej makiecie, za pomocą przycisku z napisem RECHARGE FREE ART SPACES zapalić diody lokalizacji takich miejsc, które poniekąd realizują dziś program zbliżony do niegdysiejszej Galerii ON, otrzymalibyśmy całkiem dużo światła w prezencie. I to co najistotniejsze, inicjatywy te nie zamierzają wkrótce „przeistoczyć” się w instytucje czy komercyjne galerie. Ten dawny wybór, jaki mieliśmy w Polsce sprzed kilku czy kilkunastu lat, nie jest już dzisiaj koniecznością, jako że istnieje wiele modeli, które ciągle podlegają „sprawdzaniu” i „samodoskonaleniu”.

 

Moja historia – zamiast podsumowania

Historie zawsze opowiadamy przez siebie.

Powyżej starałam się nie ulegać własnym upodobaniom, nie ufać tylko swojej pamięci, sięgałam do archiwum, tekstów, dokumentacji, rozmów, na zakończenie pozwolę sobie na krótką osobistą refleksję. Niestety nie pamiętam, kiedy byłam w Galerii po raz pierwszy. Kto mnie tam zaprowadził, jaka to była wystawa, a może wcale nie wystawa, tylko towarzyskie spotkanie i możliwość potańczenia – nie wiem, jedynie snują się po głowie luźne wspomnienia.

Jednak już później pamiętam kilka wystaw, które z różnych powodów zrobiły na mnie duże wrażenie: obrazem, przesłaniem, atmosferą.

Pierwsza to prezentacja Izabeli Gustowskiej z 1999 roku Szeptem – długie stoły, małe ekraniki, czerwone usta na nich, wszystko zanurzone w ciemnym świetle. Potem wielokrotnie widziałam realizacje Gustowskiej, ciekawsze, głębsze, ale ta wywołuje u mnie wewnętrzne poruszenie.

Kolejna to angażująca widza Insomnia Anny Tyczyńskiej (2001). Mogliśmy „wejść w dziewczynkę”, ubrać się w szkolny staromodny fartuszek, przypiąć kokardy do włosów, stanąć przed aparatem. W sali obok stare zdjęcia, których kontemplacja przywoływała tytuł książki Johna Bergera Nasze twarze, moje serce, zwięzłe jak fotografie.

Katastroficzne Tsunami Sławka Sobczaka z 2003 roku pozwoliło mi poczuć grozę płynącą wraz z narastającą falą wody.

Nasycone realizacje Jana Berdyszaka, minimalistyczne rozwiązania Mirosława Bałki, delikatność prac Jacka Jagielskiego, Hitler tańczący na balkonie Zamku w filmie Martina Zet, performance Ewy Zarzyckiej, gdy starałam się za nią podążać, ale po chwili już tylko dobrze się bawiłam, opowieść Jana Świdzińskiego z charakterystycznym ruchem rąk i rozweselająca praca Wojtka Dudy Porozmawiajmy o muzyce poważnie… I gdy to piszę, pojawia się wiele, wiele innych obrazów, wspomnień, śladów.

Śladów, które powodują, że Galeria ON pozostaje eksperymentalnym stanem skupienia i mentalnym laboratorium doświadczeń ze sztuką.

 

***

W tekście wykorzystano wypowiedzi osób prowadzących Galerię ON:

Krystyny Piotrowskiej, Izabelli Gustowskiej, Sławomira Sobczaka, Huberta Czerepoka, Joanny Hoffmann-Dietrich, Agaty Michowskiej, Anny Tyczyńskiej. Były to odpowiedzi na trzy pytania: Dlaczego zdecydowałaś/zdecydowałeś się prowadzić Galerię ON? Na czym polegał fenomen ON-u, cechy charakterystyczne? Czym dzisiaj byłaby Galeria ON?

Bardzo dziękuję za przesłane odpowiedzi.

Wykorzystano również teksty-wspomnienia Marka Wasilewskiego i Magdaleny Komborskiej-Swachy.

Wszystkim bardzo dziękuję za możliwość oparcia się na ich wiedzy i refleksji.

 

Przypisy

  1. Fragmenty okolicznościowych tekstów autorstwa Sławka Sobczaka, Agnieszki Okrzei, Krzysztofa Łukomskiego i Magdaleny Komborskiej. Archiwum Galerii ON.
  2. Brian O’Doherty, Biały sześcian od wewnątrz. Ideologia przestrzeni galerii, tłum. Aneta Szyłak, Fundacja Alternativa, Gdańsk 2015, s. 19.
  3. M. Bakke, Galeria ON, archiwum Galerii, tekst powstał około roku 2000.
  4. W przypadku cytatów wypowiedzi osób związanych z Galerią, gdy nie zaznaczono przypisu, zobacz uwagę na końcu tekstu.
  5. Zobacz: J. Ryczek, Sztuka kobiet w Poznaniu – od Obecności po Smakołyki, w: W stronę miasta kreatywnego. Sztuka Poznania 1986–2011, red. W. Makowiecki, Poznań 2011.
  6. Zarówno Łódź Biennale, jak i Mediations Biennale w Poznaniu mają swoją, niestety nie zawsze pozytywną historię.
  7. H.U. Obrist, Krótka historia kuratorstwa, tłum. M. Nowicka, Kraków 2016, s. 50.
  8. S. Sobczak, Tekst kuratorski, opublikowany w roczniku-katalogu w 2001 roku.
  9. Krzysztof Łukomski, tekst z katalogu wystawy.
  10. Słowa H.U. Obrista, tamże, s. 128.
  11. H. Szeemann, tamże, s. 106.