Anna Tyczyńska | Insomnia | instalacja, akcja | 2001

 

Justyna Ryczek
Mała dziewczynka nigdy nie zasypia

Nie bij dziecka”. To znaczy nie rań dziecka, które jest mną...
Rebecca Wells „Wszędzie małe ołtarzyki”

Podczas swojej ostatniej wystawy Anna Tyczyńska przebudowała galerię ON. Wytworzyła trzy pomieszczenia; z pierwszego – poczekalni wchodziliśmy do dwóch pozostałych. Od początku należało dokonać wyboru któregoś z nich. Przed rozpoczęciem, jeszcze nieświadomego, bowiem skrzętnie zamykane drzwi nie pozwalały zajrzeć do ich wnętrz.

Pokój fotografii
Jeden z pokoi został pokryty delikatną tapetą, na podłodze położono miękką, jasną wykładzinę. Całość sprawiała wrażenie ciepłej i bezpiecznej, przytulnej… Na ścianach porozwieszano zdjęcia dziewczynek, w różnym wieku. Wszędzie lekko wyblakłe fotografie, przyszpilone w sposób przypominający wielki zbiór motyli zagorzałego kolekcjonera – entomologa. (Wspomnienia przyszpilone szpilkami…?)
To były zdjęcia zdjęć, tracące swą wyrazistość, jak nasze wspomnienia, które z upływem czasu zacierają się, ale również jak dziecko, które nosimy w sobie często zapominając o nim. Niby wszystko było delikatne, nie narzucające się, spokojne… Susan Sontag nazywa fotografię zapisem śmiertelności, rejestrującą proces starzenia się „Przez fotografię śledzimy najintymniejsze, najbardziej kłopotliwe drogi starzenia się.” Tyczyńska zwraca uwagę na odwrotność tego procesu: przywołuje i zatrzymuje dziecko. Otaczające twarze, nawet jeśli to podobizny znajomych, są nierozpoznawalne, zamknięte w maskach dzieciństwa. Bowiem istotniejszy jest głębszy poziom – dzieciństwo jako wspólne doświadczenie nas wszystkich.
Coś dziwnie niepokojącego jest w tym pokoju, w zgromadzonych zdjęciach.
Z tych fotografii wyłania się moje wczesne ja, dziecko, które pozostaje w nas na zawsze, nawet jeśli świadomie temu przeczymy i nie pozwalamy mu ujawnić się. Pokój jest odzwierciedleniem naszego wnętrza, miejscem gdzie gromadzą się nasze wczesne postacie. Wchodząc do niego, konfrontujemy się z dzieckiem. Doświadczamy jego wieloznacznego istnienia.
Psychologia od dawna zajmuje się okresem dzieciństwa, czyni to z różnych pozycji i w odmiennych celach. Analiza transakcyjna mówi o trzech osobach w nas: rodzicu, dorosłym i dziecku. Anna Tyczyńska wydobywa tutaj dziecko, odkrywa je w sobie, a także w każdym z nas.

Studio fotograficzne, czyli powrót dziewczynki

W drugim pomieszczeniu artystka stworzyła zakład fotograficzny, z całym cudownym bogactwem rekwizytów. Białe płótno tła, biała sukienka, miś i jeszcze nieodzowne wielkie białe kokardy upięte na włosach, każda z nas je dobrze zna…
W pokoju – pracowni fotografa, każdy uczestnik na moment mógł przeistoczyć się w małą dziewczynkę, (mężczyźni również, doświadczając odwrócenia roli, gdyż w codzienności to my musimy przebywać w męskim świecie).
Stojąc na białym tle naprawdę byłam małą dziewczynką. Mimo, że nigdy nie miałam misia i białych kokard we włosach. Ale to niezapomniane uczucie dziecka, przestrzeganych reguł, bycia ułożoną powróciło od razu. Karność w wypełnianych zadaniach, przesuń się w którąś ze stron, stań prosto, zrób to… „Nie wychodź z domu, nie chodź po ulicach, okratuj okna, nie otwieraj ust…nie rozmawiaj z obcymi, nie podejmuj ryzyka, nie próbuj” (J. Winterson). A z drugiej strony pewien świat poza kontrolą dorosłych, granica wyobraźni bez porządku i zasad. Wszystko to powróciło. Ambiwalentne uczucia, jak stan dziecka, który jest spontanicznością i radością, lecz może być także złem i zagrożeniem.

Bezsenność

Anna Tyczyńska nazwała swą wystawę Insomnia.
Czy małe dziewczynki nie zasypiają nigdy, czy muszą, czy chcą czuwać?
Bezsenność jest ambiwalentna. Zawsze jest brakiem snu, ale może być pozytywnym stanem czuwania albo chorobliwą przypadłością uniemożliwiającą odpoczynek.
Wolter Benjamin w „Ulicy jednokierunkowej” przybliża nam wizerunki dziecka, czytającego, ukrytego, spóźnionego, nieporządnego. Niektóre z jego opisów dokładnie oddają pokazywane fotografie. My – odbiorcy musimy uświadomić sobie, że te opisy dotyczą również nas. Nosimy w sobie dziecko. Nosimy w sobie dziewczynkę, której „nie rańmy”, a wtedy jej bezsenność może mieć pozytywny wymiar ciągłej otwartości na świat, zadziwienia i radości codziennymi wydarzeniami.